Od próbnej matury minęło już kilka dni, można więc posilić się o małe podsumowanie.
Tak naprawdę były dwie próbne matury, które różniły się poziomem trudności.
Treści zadań można obejrzeć w dziale Matura 2008.
Myślę, że dla wielu próbna matura była zaskoczeniem. Była zaskoczeniem dla uczniów, bo okazała się być zaskakująco trudna na poziomie rozszerzonym i wyjątkowo łatwa na poziomie podstawowym. Okazała się też zaskoczeniem dla nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy nie potraktowali jej zbyt poważnie, co doprowadziło do licznych wycieków. Zdaje się, że te wycieki zaskoczyły też Centralną Komisję Egzaminacyjną, która unieważniła jej wyniki.
Co do samych zadań maturalnych, to muszę stwierdzić, że mi się podobały. I piszę to jako osoba, która od początku reformy edukacji (od czasów rządów J. Buzka) bardzo krytycznie ocenia sposób jej przeprowadzania. Motywem przewodnim tych próbnych zestawów jest walka ze schematami. Jest to szczególnie widoczne na poziomie rozszerzonym, gdzie w zasadzie nie ma 'normalnych' zadań. Zadania, pomimo, że w większości wykorzystują bardzo proste umiejętności matematyczne, są sformułowane nieszablonowo, a w niektórych przypadkach podchwytliwie. Trudno nie oprzeć się też wrażeniu, że niektóre z nich z powodzeniem nadawały by się na konkurs matematyczny.
I właśnie dlatego te zadania maturalne mi się podobają, w końcu zaczyna stawać się ciałem wieloletnia propaganda, że szkoła nie powinna uczyć schematów tylko myślenia (z czym się zresztą nie zgadzam). Ale chwileczkę... Co ma wspólnego nauczanie z maturą? No właśnie, maturę można traktować jak listę marzeń CKE i Ministerstwa co uczniowie powinni umieć. A czy umieją? - to zupełnie inna historia. Moim zdaniem, w znakomitej większości nauczyciele są kompletnie nieprzygotowani do uczenia takich umiejętności. Na przykład, widać wyraźnie, że bardzo gwałtownie do łask powraca geometria syntetyczna, podczas gdy jest dobrze utartą tradycją, że nauczyciele nie mają pojęcia o geometrii (zdaje się, że korzenie tej tradycji sięgają podręczników Z. Krygowskiej). Sytuacji w szkole nie pomaga też permanentna reforma, która niemalże co roku zmienia standardy nauczania.
Zbliżając się do podsumowania, myślę, że tegoroczna próbna matura to była tak naprawdę próbna matura 2010. Często się o tym zapomina, ale próbna matura to nie jest sprawdzian dla uczniów, tylko jest to sprawdzian uczniów przeprowadzany przez CKE. Dla CKE jest to doskonałe badanie statystyczne (na gigantycznej próbie losowej), jakie umiejętności są w szkole uczone a jakie nie. Ze względu na znaczenie i rozmiar nadchodzącego egzaminu maturalnego 2010, myślę, że przygotowania do tego egzaminu odgrywały znaczącą rolę przy układaniu tegorocznych próbnych matur. Wydaje mi się, że znajduje to odbicie w dużej różnicy między poziomami podstawowym i rozszerzonym – docelowo tak powinno być, egzamin na poziomie podstawowym powinien być bardzo łatwy (przecież będą zdawać go wszyscy), a na poziomie rozszerzonym, bardzo trudny.
W tym kontekście wyjątkowo skandaliczne, wydają się być wycieki zadań. W zasadzie niweczą one cały trud włożony w przeprowadzenie tego badania. Wyniki przestały być wiarygodne – jak ustalić czy uczniowie zrobili jakieś zadanie, bo byli dobrze do tego przygotowani, czy może widzieli je dzień wcześniej w internecie? W tym kontekście, te 850 tys. złotych wydane na organizację próbnej matury zostało w dużej mierze zmarnowane. Sytuacja ta w zasadzie potwierdza to, o czym już pisałem, a mianowicie przepaść jaka jest między CKE a nauczycielami i dyrektorami szkół. CKE szyfruje dane, płyty wysyła kurierem do rąk własnych itd., a kadra pedagogiczna (zdaje się nie rozumiejąc w czym bierze udział) żyje własnym życiem.
Nie zgadzasz się treścią artykułu? Chiałbyś dodać swoje uwagi? - Podyskutuj na naszym forum!